Zdaję sobie sprawę, że to nie brzmi najlepiej, ale jestem zdeklarowanym kociarzem. Już od dziecka znosiłem do domu bezpańskie koty. Uwielbiam te zwierzęta. Mają w sobie coś magicznego, za co też często ginęły na stosach wraz ze swoimi "czarownicami". Nie wiem jak można krzywdzić te szlachetne stworzenia, ale człowiek zawsze był świnią w stosunku do zwierząt.
Jestem technomaniakiem. Uwielbiam wszelkiego rodzaju gadżety. Interesują mnie też wszystkie nowinki ze świata techniki użytkowej. A komputery wręcz uwielbiam. Jednak dla zrównoważenia tego szaleństwa, lubię kolekcjonować przedmioty, które prócz walorów estetycznych, nie mają innego zastosowania. Można by powiedzieć, że to moja kobieca strona natury. ;)
Podczas pewnej wizyty w IKEA wpadł mi w oko drewniany ludek. Jest to wspaniały model dla początkującego rysownika. Ja jednak ostatni raz miałem ołówek w ręku, jeszcze w liceum... Wieki temu. Nawet się nie łudzę, że kiedyś powrócę do tego zajęcia. Chyba, że w formie grafiki komputerowej... W każdym razie ludzika nabyłem tylko dlatego, że mi się spodobał i uznałem, że będzie dobrze wyglądał w moim małym pokoiku. I tak też zyskałem drewnianego współlokatora. Trzeba powiedzieć, że jest bardzo grzeczny i taktowny. Niestety nie płaci czynszu i nie wynosi śmieci...
W moim domku mieszkają przedstawiciele trzech gatunków (pomijając pająki, roztocza i inne plugastwo). Ja zaliczam się do pseudo-naczelnych, czyli trzeciej rasy rządzącej Ziemią, tuż po myszach i delfinach. ;) Pozostałe dwa gatunki reprezentuje Sara - suka owczarka niemieckiego, oraz Diana - popularny dachowiec. Oba moje zwierzątka pochodzą ze schroniska.
Diana trafiła do mnie gdy była jeszcze bardzo młoda i jedyne co jej z czasów schroniska pozostało, to gdzieś zakodowane uwielbienie do kartonowych pudeł. Do każdego musi wejść i trochę w nim poleżeć. Jednak sypiać woli w łóżku lub na fotelu, a najbardziej na czyichś kolanach. Ogólnie jest strasznie wygodna i leniwa. Nawet już na dwór trzeba wyrzucać ją siłą i zwykle po godzinie wali w moje okno, że chce spowrotem. Ma już trochę lat na kark, więc wiele można jej wybaczyć.
Sara przywędrowała ze schroniska zaledwie 3 lata temu. To kobieta po przejściach, która niezwykle rzadko macha ogonem. Wciąż się w pełni nie zaaklimatyzowała, na co też niewątpliwie ma wpływ zaborcza Diana. Łaknie jednak ludzkiego towarzystwa i jeżeli ma zostać sama w domu, muszę włączyć jej radio. Na Sylwestra oczywiście nie odstępowała domowników na krok. Ciekawe jak my byśmy reagowali na fajerwerki gdybyśmy mieli tak wyczulony słuch...
Gwiazdka 2007 - w prezencie od rodziców otrzymałem wymarzoną komórkę. By być bardziej precyzyjnym, należałoby raczej powiedzieć - smartfona. Nokia N95 to nie telefon, ale kieszonkowy komputer z funkcją dzwonienia i 5Mpx aparatem z flashem. Takim aparatem można już robić przyzwoite zdjęcia, których nie wstyd pokazać znajomym. Stąd też pomysł na założenie photobloga, gdzie co ciekawsze zdjęcia opublikuję. I to tyle słowem wstępu, bo jakkolwiek N95 jest genialnym tworem to z pełnowymiarowej klawiatury pisze się zdecydowanie wygodniej. :)